Tak sobie dzisiaj z koleżanką rozmawiałam na temat pewnego artykułu, w którym piszą, że w kraju w 2007 roku przybyło aż 4 tys. milionerów.
Cytat:
Według niektórych specjalistów, to wynik szybkiego rozwoju gospodarczego. W dużym tempie przybywa nam np. studentów, którzy szybko pną się po szczeblach kariery i zarabiają coraz większe pieniądze. Nie zdążyli oni jeszcze pociągnąć za sobą biedniejszych, czyli stworzyć dla nich miejsc pracy i płacić im wyższe niż dotychczas pieniądze. Ten proces musi potrwać.
STOP!
Jeśli tak wielu studentów przybywa nam co roku, i tak wielu pnie się po szczeblach kariery, to pewnie niedługo zabraknie ludzi, którzy mieliby tę drabinę trzymać.
Innymi słowy, czy to, że w Polsce co drugi człowiek w wieku 19-24 lat studiuje nie wpływa na poziom uczelni, po drugie czy nie pielęgnuje fałszywego obrazu "wykształconego" społeczeństwa? Studentów w Polsce są ponad 2 miliony. Ta ogromna armia, albo zasili w przyszłości szeregi bezrobotynych, albo pryśnie z kraju w poszukiwaniu "mocniejszych szczebli" do swojej drabiny. Uczelnie od każdego studenta dostają od Państwa pieniądze, więc analogicznie przyjmują w swoje szeregi patrząc na ilość, nie jakość. Jeśli coś jest za darmo, to zazwyczaj się tego nie szanuje, nie sądzicie? Czy bardziej rosądne nie byłoby wprowadzenie płatnych studiów, jak jest to urządzone np. w Anglii?
Jeśli coś jest za darmo, to zazwyczaj się tego nie szanuje, nie sądzicie?
nie wiem jakie Ty masz doświadczenie w tych sprawach, ale niewielka ilość osób nie szanuje studiów (na tę ilość co poznałem), to jak dla mnie jest brednia wielka. Po drugie nie można mówić o darmowych studiach, skoro kasa na nie idą z podatków, które płacimy.
pół_szatan napisał/a:
Czy bardziej rosądne nie byłoby wprowadzenie płatnych studiów, jak jest to urządzone np. w Anglii?
Istotą tematu nie było wskazanie i podkreślanie tego, że studia są darmowe czy też nie, a bardziej tego, że uprawia się masowe kształcenie, nie mówię byle jakie, ale "takie se". Ludzi kształci się ogólnie, na jedno kopyto, a jakiekolwiek zmiany w programie kształcenia to jedna wielka abstrakcja. Uczelnie nie reagują właściwie na zmiany na rynku pracy, nie są elastyczne, no przecież to nie pracodawcy będą się dostosowywać.
Ilu ludzi z tych 2 milionów zyskuje dyplomy? Ilu pracuje w zawodzie? A ilu tych z wyższym wykształceniem wyjeżdza za granicę, na borówki do Szwecji, na zmywak do Anglii, na ryby do Islandii?
Nie sądzisz, że teraz masa ludzi studiuje bo "tata kazali", bo wszyscy studiują, bo tak teraz jest fajnie?
Cytat:
A mało to prywatnych uczelni w kraju?
Prywatnych uczelni? A ile jest dobrych, prywatnych uczelni, które zapewnią Ci solidne wykształcenie? Znasz kogoś, kto mając świetne wyniki pójdzie na prywatną?
A ile jest dobrych, prywatnych uczelni, które zapewnią Ci solidne wykształcenie? Znasz kogoś, kto mając świetne wyniki pójdzie na prywatną?
Nie można oceniać poziomu szkół prywatnych i państwowych po ilości chętnych w sytuacji, gdy za naukę w państwowych płaci państwo. Prywatne musiałby wyraźnie lepsze, aby ktoś wybrał je zamiast bezpłatnych państwowych.
_________________ Znów patrzysz nie tam, gdzie trzeba patrzeć
Ludzi kształci się ogólnie, na jedno kopyto, a jakiekolwiek zmiany w programie kształcenia to jedna wielka abstrakcja
Rozumiem, że piszesz to na podstawie badań, które przeprowadziłaś na rozmaitych uczelniach/kierunkach, konsultując tę teorię ze studentami, wykładowcami i władzami uczelni, co pozwoliło Ci na sformułowanie takiego uogólnienia?
Osobiście mam co prawda zupełnie inne odczucia, związane ze studiami, ale skoro Twoi ankietowani faktycznie czują się wykształceni "na jedno kopyto" (cokolwiek to znaczy), nie będę z nimi polemizować.
pół_szatan napisał/a:
Ilu ludzi z tych 2 milionów zyskuje dyplomy? Ilu pracuje w zawodzie? A ilu tych z wyższym wykształceniem wyjeżdza za granicę, na borówki do Szwecji, na zmywak do Anglii, na ryby do Islandii?
Nie wiem, ale chętnie poznam szczegółowe dane.
pół_szatan napisał/a:
Nie sądzisz, że teraz masa ludzi studiuje bo "tata kazali"
Nie bardzo. A nawet jeśli, skoro tata nie tylko kazali, ale i zapłacili za wikt i opierunek, motyw to tak samo dobry, jak każdy inny.
pół_szatan napisał/a:
bo wszyscy studiują
Nie wszyscy.
pół_szatan napisał/a:
Znasz kogoś, kto mając świetne wyniki pójdzie na prywatną?
A to jest dobry wskaźnik do oceny poziomu kształcenia, ale w zawodówkach. A jeżeli ktoś studiował, bo to jego pasja? Albo może znaleźć lepiej płatną pracę poza zawodem?
_________________ Znów patrzysz nie tam, gdzie trzeba patrzeć
bzdura, przykładowo u mnie na kierunku cały czas są zmiany, by dostoswać się do rynku, do potrzeb studentów itd.
Jakie zmiany? Musisz studiować jakiś kosmiczny kierunek, daj namiary, zacznę drugi.
Uczepię się socjologii. Dajmy na to, że ją studiujesz. Po co Ci w przyszłości wiedza na temat filozofii społecznej, historii myśli socjologicznej, antropologii kulturowej? Czy to jest dostosowywanie się do potrzeb Ciebie, jako przyszłego socjologa?
Cytat:
chyba to jest do sprawdzenia na uczelniach, mnie to rybka obchodzi, chcesz to sobie sama sprawdzaj
najpierw rozłożyłam ręce ze zdziwienia, a teraz leżę na podłodze i kwiczę ze śmiechu, stawiasz kontry wszędzie, nie mając pojęcia, czy to w ogóle ma sens, a potem wykręcasz się i każesz mi sprawdzać statystyki?
Cytat:
sezonowo? sporo, po skończeniu studiów - nikt, kogo bym znał
czy nie będzie osobistym pytaniem, jeśli spytam w jakim środowisku się obracasz?
mój kolega jest doktorem biologii, wyjechał do Anglii, całe szczęście znał angielski, pozwoliło mu to na zdobycie pracy jako babysitter i wiesz co? dobrze mu było z tym. Teraz co prawda polepszyło mu się, znalazł fuchę w laboratorium, ale teraz gorsza wiadomość bo w Cambridge. Wyuczył się chłopak za pieniądze podatników, i wyemigrował.
Mógłbyś jakoś uzasadniać swoje odpowiedzi? Bo Twoja odpowiedź "Nie" (nie sądzisz, że teraz studiuje się, bo wszyscy tak robią) jakoś mnie nie przekonuje.
Podaj też proszę nazwy tych dobrych prywatnych, bo jestem bardzo ciekawa (nie twierdzę, że ich nie ma, ale jeśli Ty je znasz, to podziel się wiedzą)
---
edit
Cytat:
Rozumiem, że piszesz to na podstawie badań, które przeprowadziłaś na rozmaitych uczelniach/kierunkach, konsultując tę teorię ze studentami, wykładowcami i władzami uczelni, co pozwoliło Ci na sformułowanie takiego uogólnienia?
Osobiście mam co prawda zupełnie inne odczucia, związane ze studiami, ale skoro Twoi ankietowani faktycznie czują się wykształceni "na jedno kopyto" (cokolwiek to znaczy), nie będę z nimi polemizować.
Wyczuwam ironię?
Nie masz/miałaś wrażenia, że 1/5 ludzi na Twoim kierunku z choinki się urwała? Bo ja tak mam teraz, a może to ja studiuję jakiś kosmiczny kierunek.
Małe wyjaśnienie na jedno kopyto
Tak masz rację, ojciec wykłada kasę na studia syna, żeby się pochwalić przy piwie, że jego syn to student jest.
Wszyscy, którzy zdali maturę, jako tako nawet, ale zdali, to idą na studia, bo są przekonani, że jak mają maturę, to studiować muszą.
Cytat:
A jeżeli ktoś studiował, bo to jego pasja?
Pasję w tym momencie zostawmy w spokoju, to naprawdę odsetek.
Cytat:
Albo może znaleźć lepiej płatną pracę poza zawodem?
A ilu tych z wyższym wykształceniem wyjeżdza za granicę, na borówki do Szwecji, na zmywak do Anglii, na ryby do Islandii?
I odpowiedź:
pół_szatan napisał/a:
mój kolega jest doktorem biologii, wyjechał do Anglii, całe szczęście znał angielski, pozwoliło mu to na zdobycie pracy jako babysitter i wiesz co? dobrze mu było z tym. Teraz co prawda polepszyło mu się, znalazł fuchę w laboratorium, ale teraz gorsza wiadomość bo w Cambridge.
Ile osób? 1. I nie na zmywak tylko do laboratorium.
_________________ Znów patrzysz nie tam, gdzie trzeba patrzeć
Po co Ci w przyszłości wiedza na temat filozofii społecznej, historii myśli socjologicznej, antropologii kulturowej?
po to by wiedzieć na jakiej podstawie się w ogóle to wszystko odbywa, by wiedzieć co zostało obalone, a co nie (dzięki temu, w przypadku jakiś twierdzeń rzuconych przez byle laika na temat jakiś tam, możesz spokojnie podać co ten ktoś ma sprawdzić, gdzie zajrzeć, dlaczego się myli, albo dlaczego się nie myli). Po drugie studia to nie jest tylko i wyłącznie nauka zaowodu, nie masz być automatem, który tylko pracuje, ale osobą, która potrafi myśleć krytycznie i rzeczowo.
pół_szatan napisał/a:
najpierw rozłożyłam ręce ze zdziwienia, a teraz leżę na podłodze i kwiczę ze śmiechu, stawiasz kontry wszędzie, nie mając pojęcia, czy to w ogóle ma sens, a potem wykręcasz się i każesz mi sprawdzać statystyki?
to Ciebie interesuje los 2 milionów ludzi, ilość uzyskanych dyplomów itd. mi wystarczy, że patrzę sobie na moich (i nie tylko) znajomych.
pół_szatan napisał/a:
czy nie będzie osobistym pytaniem, jeśli spytam w jakim środowisku się obracasz?
również w studenckim, czego dotyczy ten temat
pół_szatan napisał/a:
Wyuczył się chłopak za pieniądze podatników, i wyemigrował.
Tak, za pieniądze z podatków, które płaciła jego rodzina oraz on sam.
pół_szatan napisał/a:
Mógłbyś jakoś uzasadniać swoje odpowiedzi? Bo Twoja odpowiedź "Nie" (nie sądzisz, że teraz studiuje się, bo wszyscy tak robią) jakoś mnie nie przekonuje.
Nie lubię udawadniać, że wielbłąd nie jest słoniem. Ale skoro Ci tak bardzo zależy, to powiem, że z własnego doświadzczenia, rozmów z innymi studentami itd. Oczywiście zdarzają się osoby, które idą na studia ze względu na to, że rodzice kazali, ale jest to margines.
pół_szatan napisał/a:
Podaj też proszę nazwy tych dobrych prywatnych, bo jestem bardzo ciekawa (nie twierdzę, że ich nie ma, ale jeśli Ty je znasz, to podziel się wiedzą)
Chociażby Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. Poza tym polecam sprawdzić wspomniane gazety, sądzę, że spokojnie do dostania w bibliotekach.
pół_szatan napisał/a:
Pasję w tym momencie zostawmy w spokoju, to naprawdę odsetek.
Ty chyba rzeczywiście studiujesz jakiś kosmiczny kierunek.
Tu się kryje mały haczyk. By zostać inżynierem, trzeba skończyć studia inżynierskie. Po drugie Twoje pytanie jest bardzo dziwne, bo odpowiedź jest oczywista - można być dobrym inżynierem, studiując filozofię.
Po co Ci w przyszłości wiedza na temat filozofii społecznej, historii myśli socjologicznej, antropologii kulturowej? Czy to jest dostosowywanie się do potrzeb Ciebie, jako przyszłego socjologa?
Choćby po to, by po skończeniu studiów nie skwitować ich zdaniem:
pół_szatan napisał/a:
Ludzi kształci się ogólnie, na jedno kopyto
Tym bardziej, że określenie "przyszły socjolog" jest dość pojemne i choć socjologia nie jest co prawda moją dziedziną, idę o zakład, że ludzie po tym kierunku studiów mają do wyboru co najmniej kilka możliwych karier zawodowych. Nie uważam więc, by wiadomości z zakresu antropologii kulturowej czy filozofii społecznej stanowiły problem, wręcz przeciwnie - dają one raczej możliwość różnorakiej specjalizacji, co na rynku pracy jest niewątpliwym atutem.
pół_szatan napisał/a:
Nie masz/miałaś wrażenia, że 1/5 ludzi na Twoim kierunku z choinki się urwała?
Nie. Choinkowcy, jeśli już nawet jacyś się zdarzyli, nie zapadli mi w pamięć, bo poodpadali albo sami zrezygnowali po pierwszym roku. Kwestia świadomych wyborów i ogólnego pomysłu na życie, co - niezależnie od tego, co chcesz udowodnić w tym temacie - dość często determinuje wybór studiów. Tatuś studiować nie kazali, moda i świadomość, że wszyscy studiują też nie.
pół_szatan napisał/a:
Bo ja tak mam teraz, a może to ja studiuję jakiś kosmiczny kierunek.
To przykre. Ale to naprawdę nie powód, by usilnie starać się przekonać innych, że wszyscy studiują, bo jest taka moda, a ci którzy idą na studia, podążając za głosem pasji i własnej przyjemności zdobywania wiedzy to odsetek, bo to bzdura.
pół_szatan napisał/a:
Wszyscy, którzy zdali maturę, jako tako nawet, ale zdali, to idą na studia, bo są przekonani, że jak mają maturę, to studiować muszą.
Ja powiedziałabym natomiast, że żywią raczej przekonanie, że jeśli mają maturę, to studiować MOGĄ, musu natomiast nie ma. Insza inszość, jaką szkołę średnią skończyli - zrozumiałym jest, że z wykształceniem średnim ogólnym ciężej znaleźć pracę, niż z konkretną wiedzą z jakiejś dziedziny. Co dla wielu jest motywacją, by rozpocząć studia, acz nie dla wszystkich. Znam sporo osób, które zakończyły swą przygodę edukacyjną po szkole średniej, podjęły pracę i mają się świetnie.
Jeśli coś jest za darmo, to zazwyczaj się tego nie szanuje, nie sądzicie? Czy bardziej rosądne nie byłoby wprowadzenie płatnych studiów, jak jest to urządzone np. w Anglii?
No ok, ja sądzę, że właśnie studia darmowe się szanuje. Z płatnych mówią: płacę wymagam zaliczenia i już. Nasłuchałem się opowieści jacy ludzie potrafiąna takie chodzić (jasne, że sporo jest porządnych, sam takich znam b. duzo). W Anglii płatne - tak, ale to nie ten poziom kultury, żeby ludzie na takie coś mogli sobie pozwolić. I nie ten poziom w portfelu.
Cytat:
Cytat:
Bo ja tak mam teraz, a może to ja studiuję jakiś kosmiczny kierunek.
To przykre. Ale to naprawdę nie powód, by usilnie starać się przekonać innych, że wszyscy studiują, bo jest taka moda, a ci którzy idą na studia, podążając za głosem pasji i własnej przyjemności zdobywania wiedzy to odsetek, bo to bzdura.
Cytat:
Po co Ci w przyszłości wiedza na temat filozofii społecznej, historii myśli socjologicznej, antropologii kulturowej?
Tu się zgodzę że kierunki typu taniec, kosmetologia , chociaż wykształcają ludzi w zawodzie to są dla mnie tylko większymi kursami. Nieporozumieniem.
Moda na studia jest, zgadzam się, ale to jest moda na łatwe kierunki, nie wymagające niczego. Jasne że i mi się nie podoba, że po skończonych studiach (za rok, inżynieria na polibudzie) będę na tym samym poziomie (teoretycznie) co ludzie po czymś o dziwnej nazwie i wątpliwym przeznaczeniu.
Cytat:
Ja powiedziałabym natomiast, że żywią raczej przekonanie, że jeśli mają maturę, to studiować MOGĄ, musu natomiast nie ma. Insza inszość, jaką szkołę średnią skończyli - zrozumiałym jest, że z wykształceniem średnim ogólnym ciężej znaleźć pracę, niż z konkretną wiedzą z jakiejś dziedziny...
Po ogólniaku nie ma perspektyw, można się gdzieś załapać, pewnie, można dobrze na tym wyjść ale można i na całe życie trafić w miejsce nie dla ciebie. Zresztą studia dla wykształcenia są? A czy tylko? Czy studenci nie poszerzają swoich znajomości, kompetencji, doświadczenia (tak tak, nie wszędzie bez st. cię wpuszczą na praktyki czy staż), nie poszerzają swojego horyzontu? Uu zoczyłem z tematu.
Cytat:
Ludzi kształci się ogólnie, na jedno kopyto
A teraz pomyśl o lekarzach, chciałbyś takiego z 1 kopytem?^^ A inżyniera budującego most (obrazowy przykład) bez znajomości rys. technicznego? Jest tak, że osoby nadające się do pracy w zawodzie czy to po studiach czy z umiejętnościami do zawodu pójdą. Reszta nie powinna, jeśli zawód jest odpowiedzialny bądź trudno przyswajalny. I nie było by problemu z brakiem fachowości.
Cytat:
Tu się kryje mały haczyk. By zostać inżynierem, trzeba skończyć studia inżynierskie. Po drugie Twoje pytanie jest bardzo dziwne, bo odpowiedź jest oczywista - można być dobrym inżynierem, studiując filozofię.
Da radę ale musi być pasja, nie da rady, bo tytułu nie dostaniesz i mało programów poznasz, da radę bo są znajomości , nie da rady bo spojrzą na szkołę i się uśmiechną do ciebie.
Cytat:
sis napisał/a:
pół_szatan napisał/a:
Nie masz/miałaś wrażenia, że 1/5 ludzi na Twoim kierunku z choinki się urwała?
Nie. Choinkowcy, jeśli już nawet jacyś się zdarzyli, nie zapadli mi w pamięć, bo poodpadali albo sami zrezygnowali po pierwszym roku. Kwestia świadomych wyborów i ogólnego pomysłu na życie, co - niezależnie od tego, co chcesz udowodnić w tym temacie - dość często determinuje wybór studiów. Tatuś studiować nie kazali, moda i świadomość, że wszyscy studiują też nie.
No zależy, u mnie ta 1/5 się urwała ale wisi i to wg. mnie nie jest z tym źle, świadczy to że potrafią sobie poradzić i kiedyś będą (wybaczcie pakowacze) dobrymi pakowaczami, bo co innego? Tylko to albo znajomości. Liczą się umiejętności. A właściwie i ta 1/5 jest w jakimś zakresie b. dobra.
_________________ Pędzący tłum mija Cię, powietrzem jakbyś był.
Na ulicy setki aut i krzyk.
Siedzisz sam na ławce tej, poezji czytasz tom,
Nie spiesz się w ten słoneczny dzień, Ty wiesz
Albo być, albo mieć
Ostatnio zmieniony przez neverending 2008-11-25, 08:52, w całości zmieniany 1 raz
Pasję w tym momencie zostawmy w spokoju, to naprawdę odsetek.
Wiesz czemu na studiach, uczą nie tylko tego co jest potrzebne w zawodzie? Aby osoba z wyższym wykształceniem nie pisała tak jak Ty.
Pasja to naprawdę liczba jednostek przypadająca na każde sto jednostek danej całości??
pół_szatan napisał/a:
Hermes napisał/a:
Albo może znaleźć lepiej płatną pracę poza zawodem?
Osobiście nie bardzo wiem, co jest uznawane za pracę w zawodzie po filozofii, ale nawet taki student filozofii może, się okazać być niezłym dziennikarzem, biznesmenem, przewodnikiem, sprzedawcą...
neverending napisał/a:
Da radę ale musi być pasja, nie da rady, bo tytułu nie dostaniesz
Jakiego tytułu? Inżyniera? A jak ktoś już ma tytuł inżyniera to mu zabiorą, bo zaczął studiować filozofię?
neverending napisał/a:
i mało programów poznasz,
Jakich programów?
_________________ Znów patrzysz nie tam, gdzie trzeba patrzeć
Witam wtorkowo,
toście powybierali z moich wypowiedzi po jednym, dwóch zdaniach i się do nich przyczepili (do tego pewnie też się przyczepicie) zapewniając mi wczoraj świetną rozrywkę, mam nadzieję, że sobie też, ale odpowiedź na pytanie uzyskałam tak naprawdę od jednej osoby.
Więc jak to jest?
Dzisiaj w Wyborczej ukazał się artykuł, którego już sam tytuł przykuł moją uwagę "Polskie szkoły uczą formułek". Przeczytałam, Wam też polecam. Nie znalazłam go jeszcze w sieci, ale pewnie się pojawi, szukajcie, a znajdziecie
Ile jest prawdy w tym co napisałam ja, a ile napisaliście Wy, rozważcie już sami
Też się burzyłam jak ktoś krzyknął dlaczego studia nie mogłyby być płatne, ale po chwili zastanowienia, właściwie czemu nie?
Nie sądzicie, że w Polsce wszystko jest nadmuchiwane? (Pewnie odpowiecie, że nie, bo już moim pytaniem podsunęłam Wam odpowiedź, ale może mylę się, a chciałabym).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum