hmmmm
dostalem od pewnej dziewczyny misia calkiem niedawno i od tej pory sie z nim rozstaje nie bawie sie nimale zawsze mam go przy sobie wiec jest moim faworytem teraz
kiedys to qad rysorak ktorego dostalem od taty gdy mialemze 4 lata
zawsze go lubilem
Nie rozstajesz sie z nim? Moj komentarz: Rotfl po pokoju. CZy zabierasz go rowniez ze soba do szkoly?
biore go wszedzie tzn wszedzie
do szkoly tez bede zreszta koledzy juz widdzieli go bo wziolem go ze soba na impreze
jescli smiesza cie takie rzezcy luz
ja go dostalem z tekstem nie zapomnij o mnie i dlategop zawsze go mam przy sobie a osobe od ktorej dostalem mam w myslach
Misia! Moją ulubioną zabawką był miś, który był większy ode mnie, ciężki i musiałam go za nogę wszędzie prowadzić, brązowy, z żółtym brzuchem, uszami brązowymi - genialny, choć ciężki, a teraz się zastanawiam jak mogłam tego misia uważać za wielkiego ;p Następnie bardzo lubiłam takie rysoraki, straszna chłopczyca ze mnie była, więc samochodzikami wolałam się bawić niż lalkami. Poza tym genialnymi zabawkami były patyki, piasek, traktor mojego dziadka, wszystko to, co stało na dworze, to, co oferuje przyroda.
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'Ooo, jak on mi strasznie pokaże!!! Ooo, jak ja okropnie zobaczę!!!' wszystko gra
Miś! Miałam takiego niezbyt dużego, standardowej wielkości misia - miał popielate, troszkę dłuższe niż inne misie kudełki i jak się do niego przytulałam, to drapał - ale i tak go uwielbiałam, wlokłam ze sobą wszedzie:) W końcu gdzieś go zgubiłam, do dziś niewiadomo jak, gdzie i kiedy - przepadł jak kamień w wodę. Oprócz tego klocki, uwielbiałam się nimi bawić, no i obowiazkowo piaskownica i wszystko co z nią związane - akurat pod względem zabawek miałam kreatywne dzieciństwo, bo trzymałam się z kuzynami ^^
Kiedyś najbardziej lubiłem klocki lego. Charakterystyczną ich cechą jest to, że ile by się ich nie miało, to zawsze było ich za mało, by zbudować coś takim, jakie się chce.
_________________ (...) The tiny strings inside our genome, they own us, they control us, and they torture us. Do not reproduce, do not support them, bring them to an end. Stop the agony of concious life, eradicate life.
Hmmm... Ciężko powiedzieć. Zawsze miałam stertę zabawek, którym obowiązkowo nadawałam imiona, taszczyłam, gdzie się dało i byłam z nimi emocjonalnie związana, więc trudno mi wymienić jedną. Większość mam do dzisiaj ;]
Na pewno bardzo ważny był Modelek - spłaszczony, rozkraczony pies, który mógł służyć za poduszkę. Po tylu latach strasznie jest wymemłany ;]
Wielką miłością darzyłam również swoje maskotki, których miałam cały tabun. Tu najważniejsze były Czipi - różowa wiewiórka i panda Czochcia.
Pamiętam też te najważniejsze lalki, na przykład Olę, która - w momencie, gdy ją dostałam - była większa ode mnie oraz trociniastą Alę. A do tego lalki Molly i Danny'ego oraz kucyka Fizzy, jako że byłam wierną fanką "My little pony" (pamięta ktoś jeszcze tę pełnometrażówkę ze Smoozem? ;]) No i pierwszą Barbie, kupioną jeszcze w Pewexie, w czasach, gdy Barbie była szczytem luksusu i marzeniem każdej dziewczynki. Dostałam ją na czwarte albo piąte urodziny i musiałam być grzeczna przez cały rok, nie wiedząc, że w tym czasie moja mama i jej koleżanki z pracy w wolnych chwilach w pełnej konspiracji szyją dla Barbie całe wielkie pudło ciuchów. Wszystko miała - sukienki, kompleciki, spodnie-szwedy, rajstopy kabaretki, suknie wieczorowe, piżamkę, płaszczyk, botki, nawet kostium kąpielowy i koronkową bieliznę. Byłam chyba najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie, kiedy ją dostałam z całym tym ekwipunkiem ;]
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
Zapomniałam o mojej ulubionej śwince pluszowej - ta z kolei była różowiutka, pluszowa, mięciutka, więc zazwyczaj połowa rodziny traktowała ją jako najwygodniejszą z możliwych poduszek ;]
No i przypomnialo mi się, że miałam taką wielką lalę mniej wiecej mojego wzrostu <czyli jakies pół metra ;p>, którą też uwielbiałam się bawić, niańczyłam ją, woziłam w wózku, który był nieco od niej mniejszy, układałam do spania w moim łóżku, a sama kategorycznie spania w południe odmawiałam - tylko przebierać jej nie miałam w co, bo miała tylko jedno ubranko^^
Co do lalki mojego wzrostu to także miałam i nawet ją lubiłam, ale miałam ją dość krótko, ponieważ dorwałam się do mamy cieni do powiek, pomadek i ją wymalowałam i na tym skończył się jej żywot, była cała wypaciana różnymi specyfikami, kleiła się i po prostu ją trochę skrzywdziłam choć nie chciałam, ja po prostu pragnęłam, by była elegancka.
Co do koników pony to także miałam, uwielbiałam je, ale to dzięki bajce, jeszcze nawet mam kasetę z takową bajką, wystarczy uruchomić video i sobie pooglądać. Niestety, gdy nie było mnie w domu moja rodzinka postanowiła podarować mojego gumowego, pomarańczowego kucyka mojemu psu, który to bardzo docenił zabawkę i prawie cały czas ją nosi w pysku i nie wypuszcza, ehh, nie chciałam by tak ten kucyk skończył, ale cóż poradzić ;p
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'Ooo, jak on mi strasznie pokaże!!! Ooo, jak ja okropnie zobaczę!!!' wszystko gra
No dobrze, napiszę o jeszcze jednej rzeczy. Mojej destrukcyjnej skłonności do rozwalania wszelkich urządzeń elektronicznych. Dostałem kiedyś zdalnie sterowany samochodzik, to po paru dniach została z niego kupka malutkich części w pudełeczku oraz cała reszta większych nieelektronicznych elementów.
O niezliczonej ilości radyjek i innych sprzętów, które padły moją ofiarą, nie wspomnę
_________________ (...) The tiny strings inside our genome, they own us, they control us, and they torture us. Do not reproduce, do not support them, bring them to an end. Stop the agony of concious life, eradicate life.
ponieważ dorwałam się do mamy cieni do powiek, pomadek i ją wymalowałam
Jak byłam już nieco starsza, to podobne atrakcje fundowałam swoim lalkom barbie - robiłam im maseczki z kolorowych bibułek, zwilżałam je wodą i nakładałam warstwami xD ta, na której eksperymentowałam w ten sposób skończyła z niezmywalnymi, niezbyt atrakcyjnymi plamami na twarzy. A ja tylko chciałam ją upiększyć ^^
robiłam im maseczki z kolorowych bibułek, zwilżałam je wodą i nakładałam warstwami xD ta, na której eksperymentowałam w ten sposób skończyła z niezmywalnymi, niezbyt atrakcyjnymi plamami na twarzy.
Ja którejś z moich pofarbowałam w ten sposób włosy, ale eksperyment się udał i z blondynki stała się ognistoruda xD Jeszcze później zrobiłam jej dready, co było o tyle łatwe, że odpadała jej już wtedy głowa, więc wystarczyło ją wyjąć.
charon napisał/a:
klocki lego. Charakterystyczną ich cechą jest to, że ile by się ich nie miało, to zawsze było ich za mało, by zbudować coś takim, jakie się chce.
A to jest słuszna uwaga - zawsze miałam z nimi ten sam problem.
Zapomniałam wspomnieć o guzikach! Jako dziecko byłam najwyraźniej z lekka zawieszona we własnym świecie, bo potrafiłam godzinami bawić się guzikami, które moja mama trzymała w takiej ogromnej puszce. Najfajniejsze były oczywiście te najbardziej fikuśne, one były głównymi bohaterami. Wymyślałam historie, obdarzałam guziki tożsamością i potrafiłam zaszyć się tak z nimi w kątku na dobre parę godzin. Fantastyczna zabawa.
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 122 Skąd: się bierze piwo?
Wysłany: 2008-03-26, 14:14
Polecający: wujek Google
mój różowy miś, nie moglem bez niego zasnąć i nadal z nim śpię ten misiek mial juz 2 właścicieli ja jestem trzeci bo go nadal mam. a misiu ma ze 23 latka i się dobrze trzyma tylko lapki mu się prują
_________________ Słowa to tylko pustka niesiona przez wiatr.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum